Pogrom
w przyszły wtorek, 2017, Łukasz Witt-Michałowski, Norbert Rudaś,
widowisko kinoteatralne na podstawie powieści Marcina Wrońskiego, (14-lip-2017,
dziedziniec Zamku Królewskiego, Lublin)
Marcin Wroński jest znanym i poczytnym autorem
cyklu powieści kryminalnych retro z tłem osadzonym w Lublinie lat 20. i 30.
oraz komisarzem policji Zygmuntem Maciejewskim, jako jego głównym bohaterem.
Kolejną powieścią Wrońskiego z akcją
umiejscowioną tuż po zakończeniu II wojny światowej pt. "Pogrom w przyszły
wtorek" zainteresował się reżyser teatralny związany ze sceną InVitro
Łukasz Witt-Michałowski. Efekt tego zainteresowania, czyli sceniczną adaptację
mogliśmy obejrzeć podczas premiery spektaklu kino-teatralnego w plenerowej
scenerii lubelskiego Zamku. Tak, to zgrabne i sprytne połączenie akcji
rozgrywanej na deskach teatralnych wraz z wyświetlanymi na dwóch dużych
ekranach przygotowanych wcześniej scen filmowych. Posunięcie tyleż sprytne, bo
wzbogaca i pozwala urozmaicić tempo odbywającej się akcji, co absorbujące
niepodzielnie uwagę widzów zmuszonych do śledzenia akcji w trzech różnych
planach i przywiązanych tym samym do woli i inwencji realizacyjnej twórców
przedstawienia.
Tej nie brakuje i na scenie, bo w kolejnych
wątkach osadzonej w powojennych realiach Polski historii widzimy oddziały
wojskowe Ludowego Wojska oraz radzieckich przedstawicieli Armii Czerwonej z
dowódcą, poruszających się po dziedzińcu Zamku Lubelskiego (cała budowla po
wyzwoleniu była przez 9 lat więzieniem) wojskowym łazikiem. To nie może nie
mieć swojej wymowy dla widzów zgromadzonych, by obserwować widowisko.
Jest to historia byłego przedwojennego,
potarganego życiem, lubelskiego policjanta, komisarza Zygmunta Maciejewskiego,
który właśnie opuszcza mury więzienne za pochodzenie inteligenckie i
podejrzenia o skłonności w kierunku akowskiego podziemia. Ubeccy przełożeni
chcą go wykorzystać w rozwikłaniu kolejnych operacyjnych działań mających w
efekcie położyć kres działaniom wszelkim przeciwnikom zainstalowanego w kraju
komunistycznego reżimu. Maciejewski po ludzku tęskni za dawno nieoglądaną żoną
i dzieckiem, ale w obronie zagrożenia ich życia musi podjąć trud dotarcia do
źródeł przecieku mówiącego o planowanych prowokacjach mających doprowadzić do
niekontrolowanego wybuchu zamieszek.
Gonitwy, podchody, pertraktacje z UB i zbrojnym
podziemiem, ale także tęsknota za normalnym życiem. A z ekranów od czasu do
czasu spoglądają gigantyczne portrety Józefa Stalina i Bolesława Bieruta –
niekwestionowanych władców tego skrawka ziemi wciśniętego miedzy Niemcy a
Rosję. Skóra cierpnie na myśl wywołaną bieżącymi skojarzeniami, gdy teatralne
wojsko mierzy z karabinów w publiczność, każe jej powstać i rozkazuje pod
wzrokiem Stalina i Bieruta - udać się na przerwę.
Po antrakcie nieuzgodnione zawczasu z naturą
warunki percepcji pogarszają się i dziedziniec opanowuje przeraźliwy chłód
doszczętnie dewastujący resztki uwagi (jest około północy!) skupionej na akcji.
Dobrze, że rezonu nie tracą główni aktorzy: Sadowski, Zbrojewicz, Damięcka i
Wielgosz oraz liczni lubelscy udatnie wspierający warszawskie gwiazdki.
Pogromowi i rozruchom udaje się zapobiec, a przed
Maciejewskim staje kolejny poważny dylemat: jak odnaleźć się w całkiem nowej
rzeczywistości ludowego państwa?
Melanż teatru, kina i popularnej literatury, w
świeżej lubelskiej odsłonie z palety licznych imprez towarzyszących obchodom
700-lecia nadania praw miejskich wypadł nad wyraz okazale, czemu dała wyraz
szczelnie wypełniająca dziedziniec zamkowy publiczność, obficie nagradzając
oklaskami wszystkich autorów i wykonawców.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz