wtorek, 6 sierpnia 2019

Do widzenia, do jutra...




- Przepraszam pana, gdzie jest ulica Długa?

- Pójdzie pani prosto, tym bulwarem... - tak zaczyna się filmowa opowieść o znajomości Jacka i Margueritte. Spotykają się po raz pierwszy na nabrzeżu Motławy, przy Targu Rybnym. Jacek wpatruje się w błyski wody na rzece i płynący w kierunku Żurawia statek. Za plecami Margueritte widać szyld restauracji i zarysy gdańskiej starówki.

Jacek (Zbigniew Cybulski), plastyk i reżyser teatrzyku amatorskiego poznaje Margueritte (Teresa Tuszyńska), córkę francuskiego konsula w Gdańsku i bez zbędnych oporów zakochuje się w nastolatce. Ona, młodziutka, zafascynowana miastem i polska kulturą, nie przywiązuje wagi do stałych uczuć - jest na wakacjach i za chwilę wyjedzie do swojego domu za granicę. Dlatego zwodzi i kokietuje Jacka na przemian, będąc przejazdem w mieście nie odwzajemnia jego afektu, nie jest gotowa na stały związek, ale imponują jej zabiegi chłopaka - artysty - wokół jej osoby. Przyciąga go, więc, ale zarazem czarując i prowadzając z innymi – prowokuje i odpycha. Spędzają tak ze sobą dość dużo czasu, leniwie spacerując po zaułkach gdańskiego Starego Miasta. Zaglądają do klubów studenckich i teatrzyków. Margueritte chłonie emocjonalne poruszenie i twórcze ożywienie wśród polskiej młodzieży.

Będą w ten sposób prekursorami nowego stylu bycia w europejskiej sztuce filmowej, znanego już wcześniej i nazwanego flaneurowaniem*, pojęciem ukutym przez socjologa kultury Waltera Benjamina, w ślad za Charles'em Baudelaire'em. W filmie towarzyszymy polsko-francuskiej parze „flaneurów” swobodnie oddających się przyjemnościom bezcelowego spaceru po mieście i czerpiących naturalną radość w przestawaniu z wytworami kultury i sztuki. W tle gdańskie staromiejskie zaułki, uliczki, kamienice, obok bogate w wydarzenia życie studenckiej młodzieży, próby do spektakli i występy teatru rąk „Co To” oraz studenckiego Bim Bom. Nie sposób nie dostrzec młodych twarzy przyszłych znanych aktorów (Władysław Kowalski, Adam Pawlikowski), reżyserów (Roman Polański), muzyków (Krzysztof Komeda), pieśniarzy (Tadeusz Chyła) czy satyryków (Jacek Fedorowicz).

Pomysł na fabularny debiut Janusza Morgensterna (był drugim reżyserem) w postaci historii o polskiej młodzieży zrodził się w trakcie jego współpracy z Andrzejem Wajdą podczas kręcenia „Popiołu i diamentu”, a skonkretyzowany został przez Zbigniewa Cybulskiego i Bogumiła Kobielę, którzy wspólnie napisali, - zamówiony zresztą przez reżysera - scenariusz romantycznej opowieści o niedoszłej miłości pomiędzy młodym studentem z Gdańska, a piękną, nastoletnią Francuzką - córką dyplomaty - spędzającą wakacje na polskim Wybrzeżu. Gdy do scenarzystów-aktorów dołączył pisarz, Wilhelm Mach (jako opiekun literacki), produkcja filmu w Zespole Filmowym „Kadr” mogła się ziścić.

"Marzenie, które stanowi motor działania", mówił Cybulski. Motto to przyświecało jemu, a także Kobieli, autorom scenariusza, bo jako blisko związanym swojego czasu z Wybrzeżem nie chodziło im jedynie o sentymentalny melodramat, lecz o symboliczne pożegnanie z młodością, Trójmiastem i jego wyjątkową atmosferą dokonań artystycznych z lat 50., które sami współtworzyli albo byli ich bliskimi obserwatorami. Pod tym względem skrypt ów stanowił sumę pozytywnych, ale i nostalgicznych odniesień oraz emocji powiązanych z osobistymi doświadczeniami, tak ważnego w ich życiu artystycznym okresu współkształtowania dynamicznego i oddziałującego na cały kraj ośrodka kultury polskiej, jakim było intelektualno-artystyczne środowisko skupione wokół gdańskiego Wybrzeża.

Tło wydarzeń było autentyczną częścią życiorysu scenarzystów-aktorów, podobnie jak postać młodziutkiej cudzoziemki, która odwiedziła ojca, francuskiego dyplomatę przebywającego na placówce konsularnej w Gdańsku i na szlakach miejskich peregrynacji napotkała polskiego młodzieńca, który w niej się niespełnienie zadurzył. Nazywała się Francoise Bourbon, uczęszczała do wiedeńskiego liceum, a w Trójmieście pojawiła się wakacyjnie, by za chwilę opuścić Polskę na zawsze.

Miłość nad polskim wybrzeżem jest zwiewna i rześka, jak powiew znad morza, ma zniewalający i trudny do odparcia urok wakacyjnego afektu. Dlatego rolę romantycznie zauroczonego po uszy chłopaka powierzono pierwszemu wówczas aktorowi polskiego kina, świeżo opromienionemu sukcesem powszechnego uwielbienia za rolę Maćka Chełmickiego w „Popiele i diamencieAndrzeja Wajdy, czyli Zbyszkowi Cybulskiemu. Postać Margueritte przypadła niedawnej laureatce konkursu na nową kobiecą twarz polskiego kina ogłoszonego na łamach czasopisma „Przekrój”, czarownej, nastoletniej Teresie Tuszyńskiej. W zetknięciu na ekranie obydwu niezwykle pięknych osobowości powstało wrażenie niespotykanego powabu i w publicznej pamięci Zbyszek i Teresa utrwalili się, jako jeden z niezapomnianych i niepowtarzalnych duetów aktorskich polskiego kina.

W sentymentalno-refleksyjnym nastroju wsparł twórców filmu autor muzyki, młody jazzman-pianista i kompozytor, Krzysztof Komeda-Trzciński. Jego swingujące i nostalgiczne tematy doskonale wpisały się w ogólny ton obrazu pełnego rozłąki, pożegnania i niespełnienia.

Na dobre wyszedł obrazowi unik w kwestiach historycznych i politycznych, choć niektórzy brali to za wadę filmu, a inni w pożegnalnych tonach filmu widzieli nawiązania do utraconych złudzeń w erze gomułkowskiej małej stabilizacji, po pogrzebanych reformatorskich nadziejach związanych z Październikiem 1956 roku. By sprostać wymogom podkreślenia odrębności dwóch światów, z których wywodzili się bohaterowie obrazu, do podłożenia głosu Margueritte – z wystarczająco obcym akcentem – zaangażowano Eleonorę Kałużyńską, pochodzącą z Ameryki aktorkę, ówczesną żonę krytyka filmowego Zygmunta Kałużyńskiego, związaną - po rozwodzie z nim - małżeństwem z reżyserem Aleksandrem Fordem. Okazało się to celnym posunięciem, podkreślało odmienność rodowodu młodych ludzi i konkludowało o niemożliwości ziszczenia romantycznych pragnień.

Sceny teatralnych prób, zaangażowanych dyskusji oraz swobodniejszych rozmów w trakcie i po przedstawieniach po trosze rozbijają tok narracyjny głównego wątku obrazu i stwarzają wrażenie pewnej jego niezborności stylistycznej, lecz bez nich widz nie miałby świadomości o tle opisywanej historii i jak ważnym dla zorientowanej społeczności reszty kraju był ferment twórczy dziejący się wśród Trójmiejskiego środowiska kulturalno-artystycznego, dostarczający powiewu świeżego powietrza po duchocie komunistycznej opresji i stanowiący o odskoczni od przaśnego, szaro-burego obrazu polskiej rzeczywistości poststalinowskiej.

„Do widzenia, do jutra” - zadziwiająco po latach świeże, urzekające dziewiczą naiwnością, subtelne w sygnalizowaniu emocji, ujmujące naturalnym i przekonującym dialogiem, melancholijnie sentymentalne w najlepszym tego słowa znaczeniu. Nadal uwodzi urokiem romantycznej liryki, rozmarza nad zwodniczością ludzkich emocji, porusza tęsknotą za niespełnionymi marzeniami, ujmuje prostotą i pięknem spotkania dwojga ludzi. Perła w koronie polskiego kina! _Witek Rusin [8/10]

Do widzenia, do jutra… [Filmweb: 7,6 11,26 K głosów; Imdb: 7,0 od 779 ocen]


* flâner (franc.) – wałęsać się, chodzić bez celu

Przy tworzeniu powyższego tekstu korzystano z artykułu Do widzenia, do jutra” Marka Hendrykowskiego, 2008, Akademia Filmu Polskiego.
 
 
Z szafy pełnej résumés w 160. znakach:

"
Cybulski uwodzi Tuszyńską w okolicznościach Gdańska i teatru rąk Co To. Ponadczasowy powiew niewinnej młodości. Mimo lat nadal zalotne, melancholijne, urokliwe". _tehWuer [🍅 w 89%]






















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podejrzana

                           Podejrzana /Heojil kyolshim, Chan-wook Park, 2022, kryminał,dramat, thriller, romans, horror, Korea Południowa, ...