W
wielkim mieście, gdzie żyje się szybko i ofensywnie pojawia się posępny,
gniewny i mrukliwy młody mężczyzna o imieniu Marcin (Marcin Kowalczyk). Jest wyposażony w ostre
narzędzie. Zmierza do bogatego apartamentowca i pod wyraźnie nieprzypadkowe
drzwi. Poznaje córkę właścicieli Olę (Jasmina Polak)
i po części agresywnie, jak i przebiegle wchodzi z nią w intymną relację.
Wkrótce zaznajamia się z jej sarkastycznymi, hedonistycznymi i nowobogackimi
rodzicami (Agnieszka Wosińska,
Janusz Chabior)
oraz ich wystylizowaną, lodowatą siedzibą.
Dochodzi
do serii absurdalnych wydarzeń z użyciem przemocy, w których Marcin odgrywa
rolę kata wymierzającego starszym najwyższą karę za ich niedookreślone grzechy.
Równolegle młodzież prowadzi puste, chwilowe życie: od modnych knajp i imprez
do licznych „domówek” z udziałem wszelakich używek plus hulaszczością i
rozwydrzeniem w najgorszym stylu.
Czy
enigmatyczny „mściciel” z powodzeniem uwodzący młodą studentkę ASP, skutecznie
terroryzujący rówieśników, bezpardonowo rozprawiający się z konkurentami i
stojącymi mu na drodze przeciwnikami oraz zadający ostateczne ciosy rodzicom Oli,
to metafora „anioła śmierci” karzącego dorosłych za stworzenie młodym
paranoicznego i nieprzyjaznego świata, w którym królują: oziębłość emocjonalna,
cynizm oraz pieniądz? Świata, gdzie nie ma miejsca na czułości, idee czy ducha,
a perspektywy są mgliste lub w ogóle nie istnieją?
To jeden z motywów filmu, w
którym w wielu miejscach brak logiki oraz roi się od niekonsekwencji. Skonieczny
aspiruje do „nowych szat króla”, ale popełnia błąd niespójności i nazbyt
szerokiej przestrzeni interpretacyjnej, wynikającej z niedopowiedzeń, a
głównie luk narracyjnych, czym naraża obraz na piętrową, nieuzasadnioną i
nieuprawnioną egzegezę i tym samym definitywnie rozmywa i osłabia swój przekaz.
Dynamiczna
i adekwatna do obrazu muzyka odgrywa znakomicie niebagatelną rolę w tym obrazie
pełnym buntu, niezgody, sprzeciwu, w konsekwencji agresywnego ataku, i w
takim duchu towarzyszy scenom, aż do finałowych, w których pojawia się apologia
skierowana do stolicy: sentymentalna, nostalgiczna z 1971 roku piosenka „Warszawa
w różach” (kompozytor - Ryszard Sielicki, tekst - Zbigniew Stawecki) w
wykonaniu Anny German.
Zaskakujący,
inspirujący, obiecujący wiele, lecz niespełniający rozbudzonych nadziei
film. Intryguje i zostawia w niepokoju. [wr: 5,5/10]











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz