poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Hardkor Disko


Hardkor Disko, Krzysztof Skonieczny, 2014, dramat, Polska, 87’, (10-sie-19, Kino Perła, Lublin)

W wielkim mieście, gdzie żyje się szybko i ofensywnie pojawia się posępny, gniewny i mrukliwy młody mężczyzna o imieniu Marcin (Marcin Kowalczyk). Jest wyposażony w ostre narzędzie. Zmierza do bogatego apartamentowca i pod wyraźnie nieprzypadkowe drzwi. Poznaje córkę właścicieli Olę (Jasmina Polak) i po części agresywnie, jak i przebiegle wchodzi z nią w intymną relację. Wkrótce zaznajamia się z jej sarkastycznymi, hedonistycznymi i nowobogackimi rodzicami (Agnieszka Wosińska, Janusz Chabior) oraz ich wystylizowaną, lodowatą siedzibą.

Dochodzi do serii absurdalnych wydarzeń z użyciem przemocy, w których Marcin odgrywa rolę kata wymierzającego starszym najwyższą karę za ich niedookreślone grzechy. Równolegle młodzież prowadzi puste, chwilowe życie: od modnych knajp i imprez do licznych „domówek” z udziałem wszelakich używek plus hulaszczością i rozwydrzeniem w najgorszym stylu.

Czy enigmatyczny „mściciel” z powodzeniem uwodzący młodą studentkę ASP, skutecznie terroryzujący rówieśników, bezpardonowo rozprawiający się z konkurentami i stojącymi mu na drodze przeciwnikami oraz zadający ostateczne ciosy rodzicom Oli, to metafora „anioła śmierci” karzącego dorosłych za stworzenie młodym paranoicznego i nieprzyjaznego świata, w którym królują: oziębłość emocjonalna, cynizm oraz pieniądz? Świata, gdzie nie ma miejsca na czułości, idee czy ducha, a perspektywy są mgliste lub w ogóle nie istnieją?

To jeden z motywów filmu, w którym w wielu miejscach brak logiki oraz roi się od niekonsekwencji. Skonieczny aspiruje do „nowych szat króla”, ale popełnia błąd niespójności i nazbyt szerokiej przestrzeni interpretacyjnej, wynikającej z niedopowiedzeń, a głównie luk narracyjnych, czym naraża obraz na piętrową, nieuzasadnioną i nieuprawnioną egzegezę i tym samym definitywnie rozmywa i osłabia swój przekaz.

Dynamiczna i adekwatna do obrazu muzyka odgrywa znakomicie niebagatelną rolę w tym obrazie pełnym buntu, niezgody, sprzeciwu, w konsekwencji agresywnego ataku, i w takim duchu towarzyszy scenom, aż do finałowych, w których pojawia się apologia skierowana do stolicy: sentymentalna, nostalgiczna z 1971 roku piosenka „Warszawa w różach” (kompozytor - Ryszard Sielicki, tekst - Zbigniew Stawecki) w wykonaniu Anny German.

Zaskakujący, inspirujący, obiecujący wiele, lecz niespełniający rozbudzonych nadziei film. Intryguje i zostawia w niepokoju. [wr: 5,5/10]


Hardkor Disko [mediakrytyk.pl: 5,8; Filmweb: 5,7 23 403 głosów; Imdb: 5,6/10 472 ocen]












wtorek, 6 sierpnia 2019

Do widzenia, do jutra...




- Przepraszam pana, gdzie jest ulica Długa?

- Pójdzie pani prosto, tym bulwarem... - tak zaczyna się filmowa opowieść o znajomości Jacka i Margueritte. Spotykają się po raz pierwszy na nabrzeżu Motławy, przy Targu Rybnym. Jacek wpatruje się w błyski wody na rzece i płynący w kierunku Żurawia statek. Za plecami Margueritte widać szyld restauracji i zarysy gdańskiej starówki.

Jacek (Zbigniew Cybulski), plastyk i reżyser teatrzyku amatorskiego poznaje Margueritte (Teresa Tuszyńska), córkę francuskiego konsula w Gdańsku i bez zbędnych oporów zakochuje się w nastolatce. Ona, młodziutka, zafascynowana miastem i polska kulturą, nie przywiązuje wagi do stałych uczuć - jest na wakacjach i za chwilę wyjedzie do swojego domu za granicę. Dlatego zwodzi i kokietuje Jacka na przemian, będąc przejazdem w mieście nie odwzajemnia jego afektu, nie jest gotowa na stały związek, ale imponują jej zabiegi chłopaka - artysty - wokół jej osoby. Przyciąga go, więc, ale zarazem czarując i prowadzając z innymi – prowokuje i odpycha. Spędzają tak ze sobą dość dużo czasu, leniwie spacerując po zaułkach gdańskiego Starego Miasta. Zaglądają do klubów studenckich i teatrzyków. Margueritte chłonie emocjonalne poruszenie i twórcze ożywienie wśród polskiej młodzieży.

Będą w ten sposób prekursorami nowego stylu bycia w europejskiej sztuce filmowej, znanego już wcześniej i nazwanego flaneurowaniem*, pojęciem ukutym przez socjologa kultury Waltera Benjamina, w ślad za Charles'em Baudelaire'em. W filmie towarzyszymy polsko-francuskiej parze „flaneurów” swobodnie oddających się przyjemnościom bezcelowego spaceru po mieście i czerpiących naturalną radość w przestawaniu z wytworami kultury i sztuki. W tle gdańskie staromiejskie zaułki, uliczki, kamienice, obok bogate w wydarzenia życie studenckiej młodzieży, próby do spektakli i występy teatru rąk „Co To” oraz studenckiego Bim Bom. Nie sposób nie dostrzec młodych twarzy przyszłych znanych aktorów (Władysław Kowalski, Adam Pawlikowski), reżyserów (Roman Polański), muzyków (Krzysztof Komeda), pieśniarzy (Tadeusz Chyła) czy satyryków (Jacek Fedorowicz).

Pomysł na fabularny debiut Janusza Morgensterna (był drugim reżyserem) w postaci historii o polskiej młodzieży zrodził się w trakcie jego współpracy z Andrzejem Wajdą podczas kręcenia „Popiołu i diamentu”, a skonkretyzowany został przez Zbigniewa Cybulskiego i Bogumiła Kobielę, którzy wspólnie napisali, - zamówiony zresztą przez reżysera - scenariusz romantycznej opowieści o niedoszłej miłości pomiędzy młodym studentem z Gdańska, a piękną, nastoletnią Francuzką - córką dyplomaty - spędzającą wakacje na polskim Wybrzeżu. Gdy do scenarzystów-aktorów dołączył pisarz, Wilhelm Mach (jako opiekun literacki), produkcja filmu w Zespole Filmowym „Kadr” mogła się ziścić.

"Marzenie, które stanowi motor działania", mówił Cybulski. Motto to przyświecało jemu, a także Kobieli, autorom scenariusza, bo jako blisko związanym swojego czasu z Wybrzeżem nie chodziło im jedynie o sentymentalny melodramat, lecz o symboliczne pożegnanie z młodością, Trójmiastem i jego wyjątkową atmosferą dokonań artystycznych z lat 50., które sami współtworzyli albo byli ich bliskimi obserwatorami. Pod tym względem skrypt ów stanowił sumę pozytywnych, ale i nostalgicznych odniesień oraz emocji powiązanych z osobistymi doświadczeniami, tak ważnego w ich życiu artystycznym okresu współkształtowania dynamicznego i oddziałującego na cały kraj ośrodka kultury polskiej, jakim było intelektualno-artystyczne środowisko skupione wokół gdańskiego Wybrzeża.

Tło wydarzeń było autentyczną częścią życiorysu scenarzystów-aktorów, podobnie jak postać młodziutkiej cudzoziemki, która odwiedziła ojca, francuskiego dyplomatę przebywającego na placówce konsularnej w Gdańsku i na szlakach miejskich peregrynacji napotkała polskiego młodzieńca, który w niej się niespełnienie zadurzył. Nazywała się Francoise Bourbon, uczęszczała do wiedeńskiego liceum, a w Trójmieście pojawiła się wakacyjnie, by za chwilę opuścić Polskę na zawsze.

Miłość nad polskim wybrzeżem jest zwiewna i rześka, jak powiew znad morza, ma zniewalający i trudny do odparcia urok wakacyjnego afektu. Dlatego rolę romantycznie zauroczonego po uszy chłopaka powierzono pierwszemu wówczas aktorowi polskiego kina, świeżo opromienionemu sukcesem powszechnego uwielbienia za rolę Maćka Chełmickiego w „Popiele i diamencieAndrzeja Wajdy, czyli Zbyszkowi Cybulskiemu. Postać Margueritte przypadła niedawnej laureatce konkursu na nową kobiecą twarz polskiego kina ogłoszonego na łamach czasopisma „Przekrój”, czarownej, nastoletniej Teresie Tuszyńskiej. W zetknięciu na ekranie obydwu niezwykle pięknych osobowości powstało wrażenie niespotykanego powabu i w publicznej pamięci Zbyszek i Teresa utrwalili się, jako jeden z niezapomnianych i niepowtarzalnych duetów aktorskich polskiego kina.

W sentymentalno-refleksyjnym nastroju wsparł twórców filmu autor muzyki, młody jazzman-pianista i kompozytor, Krzysztof Komeda-Trzciński. Jego swingujące i nostalgiczne tematy doskonale wpisały się w ogólny ton obrazu pełnego rozłąki, pożegnania i niespełnienia.

Na dobre wyszedł obrazowi unik w kwestiach historycznych i politycznych, choć niektórzy brali to za wadę filmu, a inni w pożegnalnych tonach filmu widzieli nawiązania do utraconych złudzeń w erze gomułkowskiej małej stabilizacji, po pogrzebanych reformatorskich nadziejach związanych z Październikiem 1956 roku. By sprostać wymogom podkreślenia odrębności dwóch światów, z których wywodzili się bohaterowie obrazu, do podłożenia głosu Margueritte – z wystarczająco obcym akcentem – zaangażowano Eleonorę Kałużyńską, pochodzącą z Ameryki aktorkę, ówczesną żonę krytyka filmowego Zygmunta Kałużyńskiego, związaną - po rozwodzie z nim - małżeństwem z reżyserem Aleksandrem Fordem. Okazało się to celnym posunięciem, podkreślało odmienność rodowodu młodych ludzi i konkludowało o niemożliwości ziszczenia romantycznych pragnień.

Sceny teatralnych prób, zaangażowanych dyskusji oraz swobodniejszych rozmów w trakcie i po przedstawieniach po trosze rozbijają tok narracyjny głównego wątku obrazu i stwarzają wrażenie pewnej jego niezborności stylistycznej, lecz bez nich widz nie miałby świadomości o tle opisywanej historii i jak ważnym dla zorientowanej społeczności reszty kraju był ferment twórczy dziejący się wśród Trójmiejskiego środowiska kulturalno-artystycznego, dostarczający powiewu świeżego powietrza po duchocie komunistycznej opresji i stanowiący o odskoczni od przaśnego, szaro-burego obrazu polskiej rzeczywistości poststalinowskiej.

„Do widzenia, do jutra” - zadziwiająco po latach świeże, urzekające dziewiczą naiwnością, subtelne w sygnalizowaniu emocji, ujmujące naturalnym i przekonującym dialogiem, melancholijnie sentymentalne w najlepszym tego słowa znaczeniu. Nadal uwodzi urokiem romantycznej liryki, rozmarza nad zwodniczością ludzkich emocji, porusza tęsknotą za niespełnionymi marzeniami, ujmuje prostotą i pięknem spotkania dwojga ludzi. Perła w koronie polskiego kina! _Witek Rusin [8/10]

Do widzenia, do jutra… [Filmweb: 7,6 11,26 K głosów; Imdb: 7,0 od 779 ocen]


* flâner (franc.) – wałęsać się, chodzić bez celu

Przy tworzeniu powyższego tekstu korzystano z artykułu Do widzenia, do jutra” Marka Hendrykowskiego, 2008, Akademia Filmu Polskiego.
 
 
Z szafy pełnej résumés w 160. znakach:

"
Cybulski uwodzi Tuszyńską w okolicznościach Gdańska i teatru rąk Co To. Ponadczasowy powiew niewinnej młodości. Mimo lat nadal zalotne, melancholijne, urokliwe". _tehWuer [🍅 w 89%]






















poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Lato 1993


Lato 1993 (Estiu), 1993, Carla Simón, dramat, Hiszpania, (1-sie-19, Kino Perła, Lublin; 20-sie-18, Klub Filmowy Benshi, CK, Lublin)

Mała dziewczynka po przedwczesnej śmierci matki ląduje u wujostwa na katalońskiej prowincji. Jest zszokowana stratą rodzicielki, niepewna nowych opiekunów, zdezorientowana odmiennym miejscem, nieznanymi regułami. Reaguje krnąbrnością, grymasem, czasami też okrucieństwem wobec młodszej kuzynki. Cierpi i lęka się, co będzie z nią dalej. Jej dotychczasowy świat zawalił się, przeżywa trudności z asymilacją, jak każde dziecko potrzebuje ciepła, stałości i bezpieczeństwa, a te nie wiadomo, kiedy nadejdą. Czy zaakceptuje nowe warunki, zaufa nowemu otoczeniu i jakim to obędzie się kosztem?

Własne wspomnienia autorki są wyjściem do wibrującej wiwisekcji traumatycznego doświadczenia 6-letniej Fridy (Laia Artigas). Obcą rzeczywistość obserwujemy z jej perspektywy, a poprzez serię zbliżeń jej twarzy poznajemy bogate w różnorodne stany napięcia i lęków wnętrze bohaterki. Wielka zasługa autorki, która przez odpowiednie poprowadzenie małych wykonawczyń pokazała na ekranie ich codzienności w nader autentyczny sposób. Patrzymy na obrazy oczami małej dziewczynki, słyszymy odgłosy ze świata dorosłych, ale gros wiedzy o świecie wysnuwamy z fragmentów oraz strzępów przefiltrowanych przez kosmos wyobraźni Fridy.

To kino do percepcji sensualnej dla każdego, kto odnajduje we własnych zakamarkach pamięci ślady swojego dzieciństwa: jego blasków , cieni, zranień i zadr, nieszczęść wielkich oraz błahych potknięć. To pozwala śledzić dojrzewanie głównej bohaterki i dorastanie do adekwatnej opieki nad nią jej „nowych rodziców”.
Obraz o wytyczaniu granic własnej wolności, trudnym oswajaniu obcych światów, potrzebie troski o bliźniego i każdy jego krok, zwłaszcza kiedy jest kruchy, mały i bezbronny.


Dla wszystkich, którzy nie zgubili w sobie cząstki dziecka ten film może być bliski, zrozumiały, rodzić pokłady współczującej nadziei i wyzwalać pozytywne emocje. Jakże mądry, stonowany obraz o meandrach rozwoju z mistrzowskim pokierowaniem małymi aktorkami! [8/10]

Lato 1993 [Rotten Tomatoes: Gwarantowanie Świeży, 100% (Film potwierdza, że scenarzystka i reżyserka Carla Simón czerpała z osobistych wspomnień, by stworzyć przemyślany dramat zbudowany na wybitnych kreacjach młodych wykonawców.); Metascore: 81/100; mediakrytyk.pl: 7,5; Filmweb: 7,0/10 2 697 głosów; Imdb: 7,2/10 4 808 ocen].













Podejrzana

                           Podejrzana /Heojil kyolshim, Chan-wook Park, 2022, kryminał,dramat, thriller, romans, horror, Korea Południowa, ...