Połączenie harfy i fletu we wspólnym recitalu (14 sierpnia 2022 roku) dwu uroczych młodych pań: Anny Ciszyńskiej, harfistki, projektantki ogrodów i florystki z Poznania oraz lubelskiej flecistki Ady Mazurek podczas Festiwalu In Garden na Błoniach przy Browarze Perła zaowocowało harmonicznym współgraniem wykonawczym i kilkoma perełkami muzycznych interpretacji.
Godziny południowe tego dnia przyniosły skwar - niełatwy do
zniesienia, zwłaszcza jak się obsługuje instrument i ma na względzie zapis
nutowy – powiał również silnie porywisty wiatr. Oba czynniki wpłynęły odrobinę na przebieg koncertu, ale go jedynie nieznacznie zaburzyły, bowiem dziewczyny
wyjątkowo dzielnie zniosły niesprzyjające warunki atmosferyczne, wręcz stanęły
im naprzeciw, wytrwały walcząc zwłaszcza z huraganowym nieomal wichrem
wyrywającym włosy z głów słuchaczom, a co dopiero mówić o papierowych taśmach
nut, które posłuszne gwałtownym porywom powietrza uciekały z metalowych
stojaków rozwijając się w jasno-białe serpentyny pokryte maczkiem muzycznymi
znakami notacyjnymi. Poznanianka i lublinianka, jak doskonale zapoznane z
zaskakującymi je podczas występów nieokrzesanymi przeciwnościami losowymi i
gotowe na stawienie czoła szturmowi niesprzyjających warunków pogodowych oraz
sprostanie gwałtownym przeszkodom stającym im i ich performance’owi muzycznemu
naprzeciw. Po pierwsze proroczo, wcześniej usunęły ze nóg obuwie, przewidując
narastające wraz ze wzrostem temperatury tarapaty (ich bose stopy dodały tylko
kilku ziaren subwersywnego, dziewczęcego
poczucia humoru do słodkiego brzmienia śpiewu harfy i rzewnego wtóru w
gwiździe fletu) oraz niezwłocznie zawezwały posiłki dla podtrzymywania partytur. Ochocze
wolontariuszki pojawiły się i reszta recitalu potoczyła się bez zbędnych i
pozamuzycznych, dodatkowych atrakcji. I tak, wszystko się udało jak powinno.
Najpierw solo zabrzmiała harfa (pani Ania przywiozła tym
razem tak jakby kompaktową wersję instrumentu, mniejszą niż poprzednim razem, lecz równie
sprawną, i o znakomitej akustyce dźwięku. Usłyszeliśmy cykl utworów
Bernarda Andresa pn. „Przyprawy”, a po nim kompozycję Moniki Stadler
„Skandynawia”. Nawet skutki pogodowego rozpasania były mniej odczuwalne,
ponieważ kojące dźwięki wydobywające się z posłusznych palcom Anny strun
instrumentu łagodziły upał i kaskadami wpadały do złaknionych wrażeń estetycznych
dusz lubelskich i przyjezdnych smakoszy wyrafinowanej dźwiękowo prezentacji.
Przyszła kolej na udział pani Ady, pojawiły się pomocnice w
podtrzymywaniu partytur i mogła ona zaprezentować swój przygotowany, wysoki i apetyczny
kunszt. W utworze Ravi Shankara „Świt”, ten przyjaciel i nauczyciel muzyki z
Półwyspu Indyjskiego dla wielu zachodnich muzyków środka na czele z Beatlesami,
nie krył fascynacji światem swojego hinduskiego pochodzenia, a obie panie
oddały piękno, powab i magię czarownego kosmosu religii, wierzeń, podziałów i
reszty azjatyckich zjawisk stamtąd. Współbrzmienie harfy z fletem zapachniało
smakami odległej kultury, a doznania publiczności sięgnęły tego południa
szczytów. Nie było słychać sitara? Od czego mamy wyobraźnię muzyczną, a George Harrison – najpilniejszy z uczniów Ravi’ego - z niebiesiech, czy z czego tam
chcemy, z pewnością uśmiechał się na harmonijne
dźwięki płynące w samo południe spod zielonych błoni przy browarze Perła.
Na koniec i zarazem bis usłyszeliśmy piosenkę z irlandzkiej
animacji „Sekrety morza” (Songs Of The Sea”, Tomm Moore, 2014), do której
muzykę skomponował francuski muzyk i twórca muzyki filmowej Bruno Coulais.
Prawdziwy popis wokalnej sztuki wykonawczej dała Anna Ciszyńska. Niczym Norah Jones ukołysała rozedrgania tych, którzy wyczekiwali relaksu i sobotniego
ukojenia. Bajka, fantazja, dziecięce pragnienia powracają na jawie. Urokliwe!
Pewna starsza pani po zakończonym koncercie zdecydowanymi
słowami upominała równie zaawansowanego wiekowo jegomościa z kamerą w dłoniach, który
zafascynowany występem obu artystek coś im nieustannie perorował. Jak niepyszny
zaprzestał komplementów w stronę utrudzonych estradowym wysiłkiem dziewczyn, a
one natychmiast zostały otoczone przez słuchaczy i zainteresowanych. Byli wśród
nich także ci, co pragnęli nabyć wydawnictwa płytowe z interpretacyjno-muzyczną zawartością
autorstwa duetu.
Anno i Ado, może czas o płytach pomyśleć? – Witek Rusin









































