Midsommar. W biały dzień /Midsommar, Ari Aster, 2019, dramat, horror, Szwecja, USA, Węgry
Jeśli ktoś ma przejściowe kłopoty, zmartwienie, które go
trapi i nie daje spokojnie zasypiać, oraz dodatkowo trudno mu ostatnimi czasy
dojść do porozumienia z drugą częścią swojego aktualnego związku, to może
powinien rozważyć wyprawę na północ kontynentu, by tam w ciszy, spokoju, pośród
lasów, bezkresnych przestrzeni, w towarzystwie miejscowych, barwnych i
kultywujących swe prastare tradycje – w tym również te wyznaniowe –
mieszkańców zażyć ukojenia i wzmocnić swe siły witalne. Wraz z nimi mógłby wziąć udział w kilku pasjonujących obrzędach, a
z pewnością odzyska wigor oraz nie wykluczone, że i chęć do życia, może dokona
zmiany partnera/-ki na nowszy i bardziej obiecujący egzemplarz. Jeśli po drodze
wystąpią niespodziane przeszkody, komuś coś się nie do końca spodoba, jakaś
postawa nie znajdzie akceptacji, albo bieżące wymogi ze strony lokalsów będą
nazbyt wygórowane i będą oni domagać się ich spełnienia - bez względu na delikatną naturę przybyszów,
ich odmienne oczekiwania i nadzieje - to ewentualne pretensje należy kierować
pod adresem Ari Astera - reżysera i zarazem scenarzysty obrazu o powyższym
tytule, choć szczerze mówiąc, potencjalne skargi mogą nie zostać uwzględnione,
bo nie obiecywał, że będzie sielsko, nudnie i potoczyście, a wręcz odwrotnie:
hardcore’owo, zaskakująco, barwnie, wstrząsająco, nieomalże przerażająco. I co? Spełnia je w filmie i to nad wyraz
udatnie i ekscytująco.
Tak z wyprawą do Skandynawii postąpiło kilkoro Amerykanów,
a wśród nich dziewczyna Dani (Florence Pugh), która doświadczyła rodzinnej tragedii i jej chłopak Christian (Jack Reynor) - z którym ostatnio nie udaje się jej dojść do podobnych konkluzji – i oni
wraz z kilkoma innymi znajomymi postanawiają przyjąć zaproszenie szwedzkiego przyjaciela Pellego
(Vilhelm Blomgren) do jego rodzinnej miejscowości Hårga, gdzie mają uczestniczyć
w pewnym pogańskim, ludowym święcie i wziąć
udział w obrzędzie, związanym z letnim przesileniem - we wszystkich kulturach
spowitym mistyczną aurą. Czy wyprawa do odciętej od świata północnej
Skandynawii zmieniła ich życie na lepsze? Na miejscu młodzi zapoznają się z zamkniętą
społecznością i początkowo są zafascynowani ludowymi strojami, tradycyjnymi,
kultowymi rytuałami i tajemniczą
religią. Zachowanie miejscowych szybko wzbudza w nich jednak przestrach.
Okazuje się, że lokalne rytuały są dalekie od niewinnych
zabaw, a grożące im niebezpieczeństwo przybierze zaskakujące oblicze, również to, że trafili w sam środek kasty, która nie ma wobec przybyszów dobrych
zamiarów, a zbliżające się liturgie wymagają brutalnych
poświęceń.
Główne atuty filmu to elementy zaskoczenia i umiejętność
wytrącania widza z równowagi . Po rozpoczynającej się serii pozornie
niepasujących widoków, a zwłaszcza dźwięków, „Midsommar” wydaje się rozwijać
jako komedia obyczajowa, ale wtedy dochodzi do tragedii (ginie siostra głównej protagonistki) i
Christian zaprasza Dani na podróż do Szwecji, którą on i jego kumple planują.
Ku przerażeniu wszystkich, mówi tak.
Podtekst w „Midsommar” dotyczy ludzi, którzy nie mówią tego,
co mają na myśli, i nie słuchają, gdy inni mówią, co myślą. Widz prawdopodobnie
zorientuje się na długo przed Joshem, Markiem i Christianem, jakie będzie
rozwiązanie, kiedy oni i Dani odwiedzą szwedzką wioskę na uroczystości
przesilenia, które nie były przeprowadzane od 90 lat. Miejscowi mieszkańcy nie
mają szczególnego pojęcia o tym, co dzieje się w świecie zewnętrznym, ale mają
swoje zasady i swoje cele. A pod słońcem, które nigdy nie zachodzi, rozwijają
się ciemne sprawy.
Każdy obcokrajowiec, który doświadczył lata w środkowej Skandynawii, może
prawdopodobnie zaświadczyć o dezorientującym działaniu światła słonecznego. Reżyser
używa go, aby wzmocnić lęk w swoim filmie i dalej bawi się naszymi percepcjami
za pomocą wielu trików. Na przykład, gdy tylko przybywają do wioski Hårga, Dani
i inni Amerykanie zażywają grzybów psychodelicznych, które powodują, że dziewczyna wpada w panikę i ucieka do lasu. Ile przewidywań o strasznym przebiegu ich odwiedzin
oraz strachu przed ich konsekwencjami jest w jej głowie, gdy biegnie z krzykiem
przez jodłowy las? Może różne mikstury podawane gościom przez członków sekty
powodują halucynacje, które tylko oni – i my – możemy zobaczyć? Może fakt, że
aktorzy tracą i przybierają na wadze i owłosieniu twarzy, gdy przenoszą się z
wnętrz na jasne kwieciste pola Hälsingland, jest zamierzoną iluzją, a nie
problemem ciągłości? Wiele rzeczy jest możliwych w „Midsommar”, ale najpewniej
nie ma nic podobnego w innych produkcjach filmowych.
Aster w swoim obrazie w prekursorski
sposób łączy horror z dramatem psychologicznym, dodatkowo nie stroniąc chwilami
od koszmarnego humoru. „Midsommar. W biały dzień” to
filmowe doznanie frenezyjne i jeden z najbardziej nietuzinkowych obrazów ostatnich lat. – Witek Rusin, [7/10]
Midsommar. W biały dzień, [Rotten Tomatoes: GWARANTOWANA ŚWIEŻOŚĆ, 83%, Ambitny, imponująco dopracowany, a przede wszystkim niepokojący, "Midsommar. W biały dzień" udowadnia, że scenarzysta i reżyser Ari Aster jest autorem horrorów, z którym należy się liczyć; Metacritic: 72/100; Mediakrytyk: 7,9/10]













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz