Lublove, 2016, reż. Joanna Lewicka, spektakl
teatralny, (premiera 22-lip-16, pokaz: 18-cze-17)
Dramaturgię przedstawienia tworzą dialogi i monologi najbardziej znanych nam
scen “miłosnych” par, jak Adama i Ewy, Romeo i Julii, Tristana i Izoldy, Rhetta
Butlera i Scarlett Ohary czy... Księżniczki i Żabiego Króla).
Spektakl obserwowany z wydatnym udziałem akrobatycznych umiejętności w Galerii Piękno Panie (ul. Jezuicka 17) w Lublinie.
Spektakl obserwowany z wydatnym udziałem akrobatycznych umiejętności w Galerii Piękno Panie (ul. Jezuicka 17) w Lublinie.
Minimalistyczny
a jednocześnie o uniwersalnym emocjonalno-egzystencjalnym przekazie, zdolnym
zainteresować szeroką publiczność, bo wyjętym z szafy wspólnych doznań bez
względu na szerokość geograficzną odbiorcy.
Jest
zbiór rozrzuconych po scenie i widowni (dwa pokoje i przedzielający je
przedpokój) historii miłosnych wyposażonych każda w swoisty rekwizyt. To
historie z przeszłości, ale i współczesne: zabawne, groteskowe, tragiczne,
traumatycznie literacko naznaczone, również wielkie, epiczne oraz zupełnie
epizodyczne. Ich wspólnym mianownikiem jest miłość w różnorakich przejawach,
konfiguracjach. Szczupłość miejsca zmusza dwójkę aktorów do ekwilibrystycznej
gimnastyki scenicznej, a widzowie mają za zadanie śledzenie sceny o kącie
przeglądu nieomal 180 stopni. Mimo ograniczeń przestrzennych wokół i pomiędzy
aktorami (Katarzyna Tadeusz, Wojciech Kaproń)
dzieje się wiele, a dokładnie jesteśmy świadkami scen wyjętych z
historii miłosnych rozsianych w przestrzeni teatru. Ekspresja aktorska oraz
kaskadowość narracyjna zmuszają do koncentracji i wzmożonego napięcia
emocjonalnego, a to prowadzi do niekontrolowanego, nie do końca uzasadnianego
śmiechu. Bo wymowa całości emanuje goryczą płynącą z opowieści: miłość to
uczucie wzniosłe i pożądane, ale zazwyczaj nietrwałe, tymczasowe, częstokroć
tragikomiczne, czasami wyniszczające, choć zdarza się uczucie ponadczasowe,
prawie wieczne. Taką różnorodność i wielowarstwowość dostrzegamy z desek
teatru, co jest zasługą autorskiej sprawności adaptacyjnej, wyczucia
specyficznej przestrzeni scenicznej oraz momentami brawurowej gry dwójki aktorów.
Dzięki za ogrom zróżnicowanych środków i ekspresję silnie oddziałującą na
garstkę widzów (w porywach zainteresowania 25 osób!).
Spektakl
ma swój akt II opowiadający o uczuciach i porywach serc ludzi z tzw. grupy 60+.
Teks wynikły z ankiet i rozmów z osobami starszymi podawany jest z notatek w
statycznym entourage’u i stonowanej, stosownej do wieku zwierzających się
ekspresji (Wioletta Tomica, Dariusz Jeż). Niepozbawione humoru historie,
stanowczo przydługie oraz monotonnie wybrzmiewające nieomal usypiają
publiczność, która prawie nie dostrzega, że symboliczna kurtyna właśnie opadła.
Brawa za odwagę, lapidarność i dynamikę wykonania, trudną do osiągnięcia w
teatrze minimalistycznym. Dobra - jeśli nie wyżej - w opowiadaniu historii
uniwersalnych wizytówka lubelskich dokonań scen alternatywnych.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz