Dzień na wyścigach (A Day at the Races),
1937, Sam Wood, komedia, USA, (2-lip-19, CK, Koło
Filmowe Benshi, Lublin)
Któż nie zaśmieje się otwarcie lub skrycie na potok
gagów, mniej lub bardziej dowcipną szermierkę słowną, slapstickowe gonitwy po
planie, z szacunkiem lub wręcz podziwem nie rzuci okiem na precyzyjnie
dopracowane choreograficznie taneczne wstawki czy łzawo romantyczne piosenki w
chwilach wyciszenia i zmiany tempa akcji? Ten cały repertuar scenicznych
umiejętności plus wiele innych form rozrywki rodem z burleski, brodwayowskich
teatrzyków musicalowo-farsowych był w arsenale teatralnych środków
oddziaływania - na niedościgłym przez innych poziomie - przez grupę braci Marx
w ich kinematograficznej części kariery.
„Dzień na wyścigach” jest typowym i doskonałym
przykładem kompleksowej działalności grupy. Część fabularna opowiada historię
wspólnych wysiłków przyjaciół i znajomych właścicielki sanatorium, któremu
grozi wrogie przejęcie przez kasynowego dewelopera. W ramach starań o
pozyskanie środków finansowych na ratunek zagrożonej placówki grupa zastosuje
szereg sztuczek, trików i zabiegów na granicy legalności i otwartego oszustwa
włącznie z podszyciem się weterynarza (Graucho) pod lekarskiego specjalistę,
ujeżdżeniem konia przełajowego i wykorzystaniem go (Harpo) w gonitwie o
wysokiej nagrodzie głównej, drobnymi zmyłkami i naciąganiami przyszywanego
sanitariusza (Chico), a wszystko po to, by uzyskać wystarczającą ilość kasy na
rzecz utrzymania przez przyjaciółkę ich ulubionego miejsca wypoczynku.
Jedna wielka blagierka i wielowarstwowa gonitwa oraz
pościgi bez ograniczeń i trzymanki, ale co za zabawa na całego! Nie wychodzą z
utartych i przypisanych sobie w ich filmach ról: Graucho – szarmanckie
uwodzenie dam i piecza nad całością, Chico – drobna działalność łotrzykowska
plus operacyjny chaos, niemy Harpo – improwizacje muzyczne oraz kooperacja z Chico
w pogłębianiu zamieszania. Niektóre żarty słowne utraciły nieco ze swojej
świeżości (wraz z upływem czasu zwietrzały, zalatują jakby myszką), gdyż rozwój
i procesy w języku nie stały przecież w miejscu, zmieniało się rozumienie i
sens słów, fraz i całych zdań. Podziwu godna jest niespożyta energia braci
emanująca od nich w każdym fragmencie i w wielu z form, którymi się posiłkują (rozwiązania
w scenach: tapetowania czy badania lekarskiego pani Standish
przez doktora Hackenbusha to
perełki choreografii na planie filmowym). Ważne oraz świadczące o
wysokim profesjonalizmie grupy jest to, że każde ujęcie oraz scena są
dopracowane, wielokrotnie przećwiczone, a na ekranie widać nadzwyczajną sprawność działania. W całości ogląda się obraz z zachwytem oraz zdumieniem, że przecież to
analogowe, ubogie w efekciarskie środki kino lat 30.
Nie dziwi zatem, że bracia
Marx inspirowali i skłaniali do czerpania z ich zawodowego wzorca wielu
następców w nie tak łatwej - jakby się na pozór wydawało - roli komików,
zabawiaczy, satyryków, kabareciarzy i innych trefnisiów w kinie, telewizji i na deskach scenicznych (m.in.
Latający Cyrk Monty Pythona, Kabaret Starszych Panów i inni).
Nadal bawią, krzepią, nie pozwalają odetchnąć przeponie.
Reszta jest żartem… [7,5/10]
Dzień na wyścigach [Filmweb: 7,8/10 1 324
głosów; Imdb:
7,7/10 12 151 ocen; Rotten Tomatoes: Świeży, 100% bez
zgodnej opinii]


















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz